Szczególniej mi ów hajduczek do serca przypadł, bo to ci taka bestyjka tak smutki rozgoni, że i łasica lepiej myszy nie rozpędzi
Panna Jeziorkowska aż jeść przestała i wsparłszy brodę na rękach, słuchała pilnie, potrząsając co chwila czupryną, mrugając oczyma, trzaskając w palce w najciekawszych miejscach i powtarzając: - Aha! aha! No i co? no i co? Aż gdy przyszło do tego miejsca, jak dragoni Kuszla, nadbiegłszy niespodzianie w pomoc, wsiedli na kark Tatarom i jechali na nich siekąc przez pół mili, nie mogła dłużej wytrzymać panna Jeziorkowska, więc klasnąwszy z całej siły w ręce, zakrzyknęła: - Chciałabym tam być, dalipan! - Baśka! - zawołała tłuściuchna pani Makowiecka wybitnym rusińskim akcentem - toż tu między polityczny naród przyjechałaś, odzwyczajże się od swoich „dalipan"! Tego tylko, Boże wielki, braknie, żebyś zakrzyknęła: „Niech mnie kule biją!" Panienka rozśmiała się świeżym i dźwięcznym jak srebro śmiechem i nagle uderzyła się rękami po kolanach. Basia potrzebowała tylko zatoczyć kołem w stronę Chreptiowa, by się pozbyć pogoni, tamci bowiem z pewnością nie zawracaliby za nią w paszczę Iwu, mając wprost przed sobą rzekę wraz z jej komyszami, w których się ukryć mogli. - Bóg waćpanu zapłać, a ja z całego serca dziękuję! Ale i przy ludziach spokojną twarz pokazuj, by się zaś kto czego nie domyślił. Jacek Pulikowski Zakręciwszy tedy palcami nad wargą, zwrócił się do Wołodyjowskiego i opowiedział mu cel swego przybycia. Tego się wszelako obawiam, czemu gębacze sejmowi w Warszawie wierzyć nie chcą, a czego my, kresowi, lada godzina się spodziewamy: oto wielkiej wojny z całą potencją turecką. - Straszne to strony! - rzekła.
Maszże do tego prawo? Rozważ to w sercu i w umyśle, w końcu spytaj sumienia własnego... Ściskali się tedy serdecznie, a chwilami jeden odsuwał drugiego, aby mu się lepiej przypatrzeć; na koniec Zagłoba rzekł: - Wybaczaj waszmość, ale jeszcze nie mogę sobie przypomnieć... - Dobrze - rzekł Wołodyjowski - ja wiem; ruszaj do pana Motowidły i każ zamykać. A koń zwrócił ku niej dymiące nozdrza i rżał z cicha, jakby rad z pieszczoty.Niczym były wszystkie noce Wołodyjowskiego w porównaniu z tą, jaką spędził po owym zajściu z Krzysią. Jacek Pulikowski Z kątów ruszyli się ku niemu i inni oficerowie mówiąc: - Tośmy się na tobie nie poznali, ale nie umknie ci dziś ręki, kto cnotę kocha. Jakoż książę zawrzał jeszcze bardziej, ale i stropił się niemało, usłyszawszy, że mu na wstręcie staje mąż tak popularny, na którego strach było się porywać.
- Musiał tu z gotowym przedsięwzięciem przyjechać, w którym szczęśliwość swoją upatrywał, a tymczasem jakoby piorun w to strzelił. Trzeba ją było reperować, a że żołnierze poginęli i rąk brakło, musieli nas rozkuć i siekiery nam dać. Więc pan Bogusz począł innym na Azję patrzeć okiem i zdumiewać się coraz bardziej, jak takie myśli mogły się w głowie jego wylęgnąć? I aż pot uperlił rycerzowi czoło, tak mu się zdały ogromne. Ale patrzcie acaństwo, co to natura ludzka! Po prostu mówiąc, miłowaliśmy się już, ale żaden nie chciał tego pierwszy powiedzieć... Mają rozkaz na wiosnę do Adrianopola wszyscy ruszać i żywności co najwięcej ze sobą brać. Jan Grzegorczyk Ale wejście Krzysi i rycerza przerwało zabawę.
Posyłam ci tedy niewiasty, a ty pomoc im daj. Panny sypiały razem i gawędziły zwykle przed snem długo, ale tego wieczora nie mogła Basia Krzysi rozgadać, o ile bowiem pierwsza miała ochotę do rozmowy, o tyle druga była milcząca i odpowiadała półsłówkami. Wtem do uszu jeźdźców doszły od strony Dniestru liczne zmieszane krakania i wysoko przed nimi ukazało się lecące ku zorzy ogromne stado kruków. Hojność Ketlingowa otworzyła im wszystkie wejścia i Krzysię witały tak uniżone ukłony odźwiernych, jak gdyby była królową i do własnej wstępowała rezydencji. Bogata kobieta Źle spała, bo niepokoiły ją sny dziwne; śnił jej się Azja, tylko piękniejszy i natarczywszy niż dawniej. Inne chorągwie nie wiem.
- Nie! - Tego ci tylko brakuje. Obie były ładne, ale każda w swoim rodzaju. Myślał też, że im bardziej się oddali, tym ona stanie mu się droższą, tym bardziej za nią wzdychał i do niej tęsknił będzie. ks. Piotr Pawlukiewicz Idę milę, idę dwie - step i step, choć kulą potoczyć. Na to twarz Wołodyjowskiego spoważniała bardzo i tak mówić począł: - Krzysiu, może i tobie się to źle wydaje, że nimem się z boleści otrząsnął po jednej, jużem drugą pokochał. Dziwne też rzeczy opowiadają ludzie o tej przyszłej elekcji, które waćpanu w domu sposobnym czasem powtórzę...
- Dobrze - rzekł Wołodyjowski - ja wiem; ruszaj do pana Motowidły i każ zamykać. Za moich czasów szło się do dziewki i mówiło się jej w oczy tym rytmem: „Chcesz, to będziem żyli w kupie, a nie, to ja cię nie kupię!” I każdy wiedział, czego się trzymać... Krzysia słuchała słów jego jakoby pieśni, duszą całą. - Kondeusz pacta musiałby poprzysiąc jak i każden inny, a wódz to ma być wielki, akcjami wojennymi wsławiony. Ci niewolnicy, którzy na lądzie, w miastach i po wsiach żyją, w mniejszej jęczą opresji od tych, którzy na galerach wiosłować muszą. Siana i jęczmienie kazali już tam Bułgarom zwozić.