Pan Zagłoba mało jednak na to zważał, tym bardziej że młody Tatar nie bardzo mu się podobał, chwilami bowiem, nie twarzą wprawdzie, ale ruchami i spojrzeniem, przypominał słynnego wodza Kozaków, Bohuna
Jest też siła dropiów, a czeladnik mój ustrzelił pelikana z guldynki. - Krzychna! moja ty kochana! - Mich... Potrzebuję się jeszcze z panem podkanclerzym koronnym rozmówić i z panem podskarbim, listy Ruszczycowi przygotować i instrukcje mu dać. Janusz Korwin-Mikke Była to stanica chreptiowska, widna jak we dnie, bo na zewnątrz częstokołu paliły się olbrzymie stosy, na które powrzucano całe pnie. - A co ona porabia? - Ona? Od niejakiego czasu ciągle mnie całuje i tak się o mnie ociera jak kot. Za moich czasów szło się do dziewki i mówiło się jej w oczy tym rytmem: „Chcesz, to będziem żyli w kupie, a nie, to ja cię nie kupię!” I każdy wiedział, czego się trzymać... A tam pan Michał ratunku może potrzebuje...
- A jak się nieprzyjaciel spostrzeże i między chorągwiami się przemknie? - Chytry on jest i czujny, ale i nam taka wojna nie nowina. - Na nic wszystko! - rzekł. - Mnie jeno pozwolenia hetmańskiego na piśmie trzeba; a jak tu raz siądziem, niechże nas potem rugują! Kto będzie rugował i czym? Radzi byście Zaporożców z Siczy wyżenąć, ale wam nijak. Dalszą rozmowę przerwał sługa, który oznajmił, że wieczerza podana. Rzeczpospolita kłamców - A jednak tak ono z waścią związane, że czasem i prawdziwego nazwiska ktoś nie powie, jeno rzeknie: „nasz Ulisses”, i wszyscy wraz odgadną, kogo orator chciał wyrazić. - Anulu! - powtarzał na klęczkach - jać cię do śmierci płakać nie przestanę, ale co mam teraz uczynić? Bieluchna postać nie odpowiadała na to nic, rozpraszając się jak mgła lekka, a natomiast zjawiały się w wyobraźni rycerza oczy Krzysi i jej usta puszkiem pokryte, a wraz z nimi pokusy, z których otrząsał się biedny żołnierz jako ze strzał tatarskich. Da Bóg, nie damy się tym łuszczybochenkom, co sejmikować tylko umieją i panu hetmanowi zdradę przeciw królowi zadawać.
Sokół ów był perłą między ich majętnościami. Kiedyśmy oto po Halszkę Skrzetuską tędy jechali, to już była pustynia, a potem jeszcze ze dwadzieścia razy przeszły tędy czambuły... Odpocznij pani na jej miejscu... Zagłoba spojrzał na niego uważniej. - Choćby to miasto było i dziesięć razy większe, niż jest - rzekł wreszcie - jeszcze byście waćpanny najcelniejszy jego mogły stanowić ornament. Stanisław Michalkiewicz Co się zdrzemnę, to słyszę, jako Dydiuk mówi: „Chryste pomyłuj! Świataja Preczystaja, pomyłuj! daj umerty!” On też słyszał i widział, jakom ja do Bogarodzicielki i jej Dzieciątka ręce wyciągał... Dziwno było z największym nieprzyjacielem za jedno wiosło imać, z jednej misy ochłapy jeść, których by psi u nas jeść nie chcieli, jedno tyraństwo znosić, jednym powietrzem dychać, razem cierpieć, razem płakać...
- Widzę i to przy tym, że się w tej chwili z Ketlingowego szturmaka przymierza. Nie pomogło i to. A tamci gnali, gnali, jak szarak, który czuje psy za sobą. Lecz Baśka mając duszę po prostu tak czystą jak woda w źródle, a przy tym i umysł zupełnie czym innym zajęty, wcale nie rozumiała tej mowy; myślała oto w tej chwili, co dalej Tatarowi powiedzieć, i wreszcie, podniósłszy palec do góry rzekła: - Niejeden nosi w sercu ukryty afekt i nie śmie z nikim o nim mówić, a gdyby szczerze wyznał, może by się czego dobrego dowiedział. ks. Piotr Pawlukiewicz Waćpan jesteś taki dobry, że słów brak. Odźwierny spał w jednym krześle, a pan Zagłoba w drugim. - Słuchamy!...
Zagłoba nie poznawszy go myślał, że to może sam przeor nadchodzi, więc podniósł się z ławy i zaczął mówić: - Laudetur... Tak przybrana i siedząc na cisawym bachmaciku, chybkim jak sarna i jak arna łagodnym, zdawała się być hetmańskim dzieckiem, które pod opieką starych wojenników na pierwszą naukę jedzie. - W tłok ci nie pozwolę, bo w tłoku o przygodę łatwo, nie mówiąc, że koń może szwankować, ale dałem instrukcję, by po rozbiciu kupę jaką na nas nagnano, wówczas rozpuścim konie i możesz dwu albo trzech sobie ściąć, a zajeżdżaj zawsze z lewej, bo tym sposobem ściganemu niezręcznie cię przez konia sięgać, a ty go masz na odlew. Robert Kiyosaki Chybaby w niej było serce z kamienia, gdyby nie miała się nad tobą ulitować. A gdyby chciał cię mieć księdzem, tedy byłby cię zgoła innym dowcipem przyozdobił i serce ci więcej do ksiąg a łaciny nakłonił. Owóż, widzicie państwo, między jezuitami znajdzie się zawsze siła od niego mądrzejszych, a takiej drugiej szabli w Rzeczypospolitej nie masz... Zakręciwszy tedy palcami nad wargą, zwrócił się do Wołodyjowskiego i opowiedział mu cel swego przybycia.
- Że prawda, to prawda - dodał pan Makowiecki. - Tyle Angielczykowie na naszą elekcję zważają, ile na twój przyjazd- odparł Zagłoba. Krzysia zatrzymała się nagle: - Nie może być? - Zwyczajna żołnierska służba! Na Ruś jadę, ku Dzikim Polom... Inny żołnierz byłby sobie nic nie robił z jednego takiego pocałunku i co najwięcej, na wspomnienie o nim wąsa pokręcił; ale pan Wołodyjowski, zwłaszcza od czasu śmierci Anusinej, był skrupulatem jak każdy człowiek mający duszę zbolałą i serce rozdarte. Ponieważ chodziło tylko o wyznaczenie terminu elekcji i ustanowienie wyższego kapturu, a intrygi rozmaitych partii nie mogły w takich sprawach znaleźć dla siebie pola, przeto konwokacja dosyć zapowiadała się spokojnie. - On to z największymi mistrzami czynił. Z niektórymi murzami wodę na szablę lał i pobratymstwo zawarł.
- Słuchaj! - rzekł po chwili - rozmów się jeszcze z Krzysią, przedstaw jej swój lament, swoją boleść nieznośną i niech cię Bóg błogosławi. Noc była widna i ciepła; nad łąkami porozwieszały się białe tumany. Z całej kompanii brakło też tylko Krzysi, lecz i ona nie dała na się długo czekać, zaledwie bowiem mały rycerz zdołał przełknąć dwie łyżki polewki, gdy przez otwarte drzwi dał się słyszeć szelest sukni i dziewczyna weszła do pokoju. - Waćpanny znają Warszawę? - spytał pochyliwszy się do panny Drohojowskiej i podnosząc głos, aby turkot karabonu zagłuszyć. Pani stolnikowa zajęła naczelne miejsce, obok niej Zagłoba po prawicy, a za nim panna Jeziorkowska. - Wiecie waćpaństwo, cośmy wczoraj robili? I pan Bogusz wytrzeszczywszy oczy jął wodzić nimi po obecnych. Choć ze trzy niedziele musicie tu poczekać.