Młody rycerz póty błagał, póty się na swoje braterstwo z Wołodyjowskim powoływał, póty klękał, aż zgodziła się i nadal u niego zamieszkać
Ale owo wracam do tego, co mi się przygodziło. Spojrzawszy teraz w twarz męża i widząc w niej głębokie strapienie rzekła zaraz: - Co to za wieści waszmość przywiózł? Nie oddalajcieże mnie. Dragoni pozostali pod szczytem, trzymając rumaki, oni zaś posunęli się aż do miejsca, w którym wzniesienie zapadało się ścianą prawie prostopadłą ku dołowi. Dzikie serce - Co? zadałam mu bobu! - zawołała swym świeżym, dziecinnym głosikiem, który tak dziwnie brzmiał wobec sensu jej słów. Szkła możesz w Kamieńcu u Ormian dostać, jeno, na Boga, ostrożnie wieźć, żeby się nie potłukło. to pan Zagłoba. Przypuszczano, że może do chorągwi stojących w polu za miastem.
Wtem inni poczęli wołać - Niechże nam stanie do oczu ów taki syn, ów przedawczyk i zdrajca! Gromkie wołania zbudziły pana Zagłobę, któren był się nieco zdrzemnął, co mu się już ustawicznie przytrafiało; więc przypomniał sobie prędko, o czym była mowa, i rzekł: - Nie, panie Snitko, miesiąc się w klejnociku zataił, ale dowcip waćpanowy jeszcze się lepiej zataił, bo i ze świecą nikt go nie znajdzie. - Niech skonam, jeślim dzień dodał. Starzy żołnierze rozpływali się nad jej kawalerską fantazją i wielką znajomością rzeczy żołnierskich. Od tej pory nie przyszło mi do głowy, że ja od Samnitów pochodzę, a on chłop białocerkiewski, niedawno uszlachcon. Jacek Pulikowski Szkoda, że w takiego żołnierza jakoby piorun uderzył. W żyłach Wazów (miałeś waszmość powiedzieć) płynęła krew Jagiellońska, przeto za obcych nie mogli być uważani, ale ci cudzoziemcy (miałeś waszmość powiedzieć) ani naszych staropolskich obyczajów nie znają, ani naszych wolności uszanować nie potrafią i łatwo absolutum dominium wyniknąć stąd może. Chybaby się bardzo rozgłosiło, że ja w Chreptiowie zamieszkałem, to go będą omijali, bo mię z dawna znają.
Więc naprzód dziękuję Bogu, że mniejsza pieczęć w takich znajduje się rękach, które umieją na wosk ludzi ugniatać. Przecieżeście słyszeli, że wyjechał. Bo że ty sobie pochlebiasz, iż tak dobrze zamiary Opatrzności odgadujesz, to może być grzech, za który poprażyć się jakowyś czas musisz, jako groch na gorącym trzonie. Basia jednak ciążyła mu na rękach, więc przycisnął ją z całej mocy do piersi, potem zbladłymi wargami począł całować raz po raz jej oczy, potem przywarł ustami do jej ust, jakby duszę z niej wypić pragnął, wreszcie świat cały zakręcił się z nim szalonym wirem, zatajona na dnie piersi, jak smok w jaskini, namiętność porwała go jak burza. Mellechowicz począł czytać i nim skończył, spokój wrócił mu na lica. Przypadki księdza Grosera - Michał! - krzyknęła Basia widząc pędzącego na czele. Na to tamci uściskali się zaraz, po czym Basia rzekła: - A teraz mówmy o Azji i o Ewuni, jak by im pomóc.
Więc z istnej rozterki wewnętrznej i niekłamanej męki rzucił się nagle do nóg Basinych i całując jej stopy, tak mówić począł: - W ręce waszej miłości oddaję duszę moją, w ręce waszej miłości oddaję los mój; nie chcę nic innego czynić, jeno to, co mi wasza miłość nakaże, nie chcę znać innej woli! Wasza miłość czyń ze mną, co chcesz! W męce żyję i strapieniu, ja nieszczęsny! Wasza miłość zlituj się nade mną! Bodaj mi przepaść i zginąć! To rzekłszy począł jęczeć, bo czuł ból niezmierny i nie wyznane żądze paliły go żywym płomieniem. Wszyscy wstrzymali konie i patrzyli ciekawie ku niebu. - Dobrze, dobrze! Boże ci i z Krzysią błogosław, chociaż, jak mi Bóg miły, gdybym był chłopem, to bym się w Basi na zabój kochał. Kmicic zaś załamał ręce i powtarzał kiwając głową: - Miły Boże! miły Boże! miły Boże! - Waszmość się nie dziw moim śluzom - rzekł wreszcie Charłamp - bo jeśli waści na samą wieść tylko o przygodzie dolor nieznośnie serce ściska, cóż dopiero mnie, którym patrzył i na jej konanie, i na jego boleść przechodzącą miarę przyrodzoną. Urzekająca - Pan Charłamp przyjechał i czeka na pokojach - odrzekł pachoł. Ci wraz z oficerami spod innych chorągwi często spędzali wieczory u pułkownika, opowiadając o dawnych dziejach i wojnach, w których sami brali udział. - Jak się masz? - wołał pan Zagłoba.
Ale bo to: kochanie, płakanie, wzdychanie! A ja jeszcze jeden rym wynalazłem, a mianowicie: „drzemanie...”, i ponoć najlepszy, bo godzina późna. Nie bój się! On we mnie ufność ma. Niektórzy z rabusiów pozeskakiwali z kulbak pragnąc przemknąć się między nogami rumaków. Bogaty ojciec biedny ojciec - Nie! - Tego ci tylko brakuje. Zali Kryczyński stawia jakie nowe kondycje? - Więcej oni wypisują skarg, niźli stawiają kondycyj: powszechna amnestia, przywrócenie do praw i przywilejów szlacheckich, jakie za dawnych czasów mieli, zatrzymanie szarży dla rotmistrzów - oto, czego chcą. Mój rodzic wedle Smoleńska ma majętność. I znów rozmowa się urwała.
Pan Zagłoba nie mógł jednak opędzić się myśli, że Basia ma słuszność i że wszystkiemu, co zaszło, on winien jest w znacznej części. i kajam się takowej myśli, i mówić nie mogę, bo mi wstyd... Nikt dwóch pacierzy nie uchybił. jeno się serce krwawi, żem waćpannę przez te ostatnie dni postponował... I zaraz jęli o czym innym rozmawiać. Pani Makowiecka zgodziła się, ponieważ w przeciwnym razie dworek stałby pustką i nikomu by pożytku nie przyniósł. Może i owa pogoda na świecie napawała tak pana Kmicica wesołością, bo oblicze rozjaśniało mu się coraz więcej.