Pomroka rzedła

- Prędko by noc zeszła na słuchaniu waćpana - rzekła Krzysia. - Ty się małego rycerza strzeż. Zgrzytał też zębami przez cały czas sądu, a gdy na Ketlingu, jako na pośle, nie mógł zemsty wywrzeć, ogłosił między swymi dworzanami nagrodę temu, kto mu wskaże owego arbitra, który pierwszy po Ketlingowym wniosku zakrzyknął: „Zdrajca i przedawczyk!” Pan Zagłoba zbyt był znany, aby jego nazwisko długo mogło pozostać ukryte. Waldemar Łysiak Miej jeno więcej miłosierdzia nad męką ludzką i drugi raz nie przyrzekaj. Ha! dobrze, żeście mnie waćpanowie postrzegli, bo mogłabym tu długo poleżeć. - Rzekłem tylko, iż nowy sentyment nie przyszedł. Basia na to: - Ho! ho! nie boję się! Sam mówiłeś, że już szablą robię daleko lepiej od wujcia Makowieckiego; nie da mi żaden rady! - Uważaj, żeby cugle mocno trzymać -wtrącił pan Zagłoba.

Wtem zabrzmiał jego głos niski a miękki jak aksamit: - Jestem Ketling of Elgin. Że jednak hultajstwo włóczyło się istotnie po drogach i nieraz słychać było o wypadkach, kazał pan Zagłoba powożącemu czeladnikowi nie wjeżdżać między drzewa czerniące się tuż na zakręcie, ale stanąć na dobrze oświeconym miejscu. Ale on, ziemię jako szlachcic trzymając, z samej godności jeszcze się naigrawał i często to mówił: „Zali mój cień teraz większy? Kozak ja był i Kozakiem ostanę, a szlachectwo i wszystkie wraże Lachy - ot mnie...” Nie mogę waćpaństwu tego powiedzieć, jakie w tym miejscu gesta plugawe czynił, bo obecność jejmość pani zgoła mi na to nie pozwala. Ale mnie pan Zagłoba powiedział... Urzekająca - Basiu! - zawołała Drohojowska. Nic to! Powoli w konfidencję z nim wejdziesz, poznasz go lepiej, wyrozumiesz i wówczas dopiero będziesz wiedziała, co czynić. Lecz on unikał nawet jej wzroku.

A cóż! wszystko, widać, w takim narodzie możliwe. - E! co tam! Radam, bo nasz! - Ale to sobie zauważ i zakonotuj, hajduczku - rzekł Zagłoba - iż jeśli na polu bitwy trudno o lepszego niż Ketling, tedy dla niewiast jeszcze on bardziej periculosus, które się w nim dla jego urody zapamiętale kochają! Praktyk też to i w amorach znakomity! - Powiedz to waćpan Krzysi, bo mnie amory nie w głowie - rzekła Basia i zwróciwszy się ku Drohojowskiej, poczęła wołać: - Krzysiu! Krzysiu! Chodź jeno na słowo! - Jestem - rzekła panna Drohojowska. Mellechowicz uścisnął podaną mu rękę i skłonił się po raz trzeci. To pewna, że i z owymi rotmistrzami trzeba pilno kończyć. Nie wartam takiego, jak waćpan, człowieka i nigdy nie byłam warta... John Eldredge Dziwno mi też było, że go nikt z waszmościów dawniej, przed jego do służby wstąpieniem, nie znał i o nim nie słyszał... On miał piętnaście lat, jak z domu uciekł.

- Bogdaj grób mój był nie gdzie indziej, ale na tej ziemi, która wszystko mi dała, co dać mogła. - Miał! żebym się z tego zydla nie ruszył! Na wielką wojnę idę, i kwita! A teraz do Chreptiowa z wami jadę, bo się w Baśce kocham! Baśka skoczyła rozpromieniona i poczęła ściskać pana Zagłobę, on zaś coraz to podnosił w górę głowę powtarzając: - Mocniej! Mocniej! Wszelako Wołodyjowski rozważał jeszcze wszystko czas jakiś i wreszcie rzekł: - Niepodobieństwo to jest, abyśmy mieli zaraz wszyscy jechać, boć tam szczera pustynia i dachu kawałka nad głową nie znajdziem. Carolus Gustavus gotów ci był co godzina przysięgać. A zacneż to, a poczciwe! Ej, mój hajduczku kochany, nie poznali się tu na tobie i niewdzięcznością cię nakarmili, ale żebym miał tak o kopę lat mniej, wiedziałbym, kto ma być z domu Zagłobina! - Ja Basi nie ujmuję! - Nie o to chodzi, żebyś jej cnót nie ujmował, jeno żebyś jej męża dodał. Dzikie serce Po czym obaj z Nowowiejskim skoczyli do stajni, a Basia z nimi trzecia, i w kilka pacierzy dwoje sanek zajechało przed dom. A potem co? - Potem mnie ułapił i począł całować - ciągnęła jeszcze ciszej panna. - A co! - zawołała Basia - a czy nie furda! Zbójcy furda! Czambuły furda! Z taką siłą Michał mnie przed całą potęgą krymską obroni! - Nie przeszkadzaj mi w deliberacji - odrzekł pan Zagłoba - bo przeciw tobie rozsądzę.

Jechali czas jakiś w milczeniu, ale w błogim. - Nie masz tam nocy, gdzie słońce świeci! - odpowiedział Ketling. - To obaczym jeszcze! Co tam z panem Wołodyjowskim się dzieje? zdrów? - Nie masz tu nikogo, co by się tak nazywał. Bogata kobieta Jać przecie swatami się nie trudnię, bo gdybym chciał swatać, to bym był siebie wyswatał... - Krzysia ma rację! - wtrącił Zagłoba. kaczym śrutem... Wszystko on przecierpiał, wszystko przetrwał, wszystkim tym ciosom piersi nadstawił, które szły od zewnętrznego nieprzyjaciela; ale gdy potem wewnętrzne reformy zamierzył i zamiast pomocy od narodu, oporu tylko i niewdzięczności doznał, wówczas dobrowolnie zdjął z poświęconych skroni tę koronę, która nieznośnym ciężarem mu się stała.

A jeśli przyjdzie ci kiedy do głowy, żeć zapomniano, nie nagrodzono, spocząć nie dano, żeś wysłużył nie smarowane grzanki, ale suchy chleb, nie starostwa, ale rany, nie spoczynek, ale mękę, to jeno zęby ściśnij i powiedz: „Tobie, ojczyzno!” Innej pociechy ci nie dam, bo nie mam, jeno chociażem nie ksiądz, przecie ci mogę dać zapewnienie, że tak służąc, dalej zajedziesz na wytartej kulbace niźli inni w poszóstnych karetach i że będą takie bramy, które się przed tobą otworzą, a przed nimi zamkną. I znów rozmowa się urwała. Basia potrzebowała tylko zatoczyć kołem w stronę Chreptiowa, by się pozbyć pogoni, tamci bowiem z pewnością nie zawracaliby za nią w paszczę Iwu, mając wprost przed sobą rzekę wraz z jej komyszami, w których się ukryć mogli. I poczęła wić się na bryce powtarzając ze łzami: - Uciąć mi język! moja wina! moja wina! O Jezu! ja chyba zwariuję! A Zagłoba : - Cichaj, dziewczyno! nie twoja wina! I to wiedz, że jeśli kto usieczon, to nie Michał! - Mnie i tamtego żal! Pięknieśmy mu zapłacili za gościnność, nie ma co mówić. Trafiło się to i mnie. Zwyczajna rzecz. Wówczas pani Boska skinęła na Zosię, ta zaś wydobyła prędko zza stanika list i podała go małemu rycerzowi.

Pani stolnikowa z panną Drohojowską zajęły tylne siedzenie, na przodku zaś usadowił się mały rycerz koło panny Jeziorkowskiej. Pacowie równą niemal wiedli ze sobą siłę; z nie mniejszą gotowali się potężni Potoccy; z niewiele mniejszą inne „królewięta” polskie, litewskie i ruskie. Przez czas, gdy stolnikowa mówiła, Wołodyjowski skłonił się żołnierskim obyczajem; panny chwyciwszy palcami za suknie dygnęły obie, przy tym panna Jeziorkowska rzuciła głową jak młody źrebak. - I ze stepem się zna, i trawami umie chodzić, i jak kania na pardwy na ordyńców spadać - dodał pan Wołodyjowski. W Chreptiowie nad wszelkie spodziewanie zastali państwo Wołodyjowscy gości. - Wątpliwa jest rzecz! - odpowiedziano ze wszystkich stron. Ale inny twój przyjaciel, który każdym kawałkiem chleba z tobą się dzielił, kona i koniecznie widzieć cię pragnie, i nie chce bez ciebie umierać, bo ma ci wyznania jakoweś uczynić, od których spokój jego duszy zależy.


||||||||||||||||||||||