Więc znów zapadła cisza chwilowa, ale tym razem przerwała ją Krzysia: - Będę się starała waćpana pocieszać, ile sił starczy

- Być może, że on się od razu nie przyzna, bo to dzikus. Na wygolonej głowie wichrzył mu się czarny, niesforny czub. - Otóż to właśnie! Z ust mi to waćpani wyjęłaś! Dalszą rozmowę przerwało zbliżenie się młodszej kompanii. Rafał Ziemkiewicz Już wiosna rozpętała wody z lodów; już poczęły wiać wiatry ciepłe, duże, pod których oddechem drzewa obsypują się pąkami, a łańcuchy jaskółek rozczepiają się, wedle wiary prostactwa, by lada chwila wychynąć z zimnej topieli na jasny świat słoneczny. Przecie i duszę miał rozdartą na dwoje; za czym zaledwie znalazły się słodkie i przyjazne ręce, które poczęły mu rany obwiązywać, już mu kazano zrywać się i lecieć na pustynne, dalekie brzegi Rzeczypospolitej bez względu, że on znużon tak bardzo na duszy. Widok białogłów w pustynnym i dzikim Chreptiowie uradował, ale jeszcze więcej zdziwił żołnierzy. - Nie zdrajca? - odparł Zagłoba - zdrajca, jeno cnotliwy zdrajca, bo nie nas, ale ordę zdradza... - A gdzie ciotula? - spytała Drohojowska starając się wydobyć ze swej falującej piersi spokojny i naturalny głos.

Liczne głosy poczęły wołać: „Tu! w tym jarze! Tu!” Mellechowicz złożył Basię na mchach i ozwał się nadjeżdżającym: - Bywaj! Tu! bywaj! W minutę później Wołodyjowski skoczył na dno jaru, za nim pan Zagłoba, Muszalski, Nienaszyniec i kilku innych oficerów. Miało się ku zachodowi; zorze świeciły na niebie, rzucając na śnieżne przestrzenie fioletowy odblask. - Jać go wbrew woli waszmościowej nie wezmę, jeno prawa swoje wywodzę, którym proszę, aby była wiara dana. Jezu Chryste! sen mara! Ale aż mnie febra trzęsie. Urzekająca - Jest i Mellechowicz! - rzekł. I wysunąwszy wargę zmarszczył brwi. - Boże daj, by Mellechowicz nadążył. Albo pan Zagłoba się obudzi...

Zza ścian dochodziło nawoływanie straży; świerszcze, na które skarżył się pan Wołodyjowski, grały w izbie, a czasem poświstywał w szparach mchem tkanych wiatr listopadowy, który dmuchając z północy, stawał się coraz zimniejszy. Wszystko to prawda, nie zaprzeczysz? - Nie zaprzeczę i to wiem; że trudno jest przeciw waścinemu rozumowi na harc wychodzić; ale i waćpan również nie zaprzeczysz, że dla smutku lepsze jest w zakonie niż na świecie pożywienie. - Dowiedz się waszmość, że panna Anna Borzobohata ten oto padół opuściła. Mały rycerz wstał i objął hetmańskie kolana. - Daj spokój! Ona niedługo małego Kmicica światu przyrzuci. Rafał Ziemkiewicz Ciekawa świata sroka, niech mu się napatrzy. - To ja sama! niechcący! To nie waćpan! - wołała ze łzami w głosie panienka i chwyciwszy w mig szabelkę, znowu przycięła. bo my tam w naszych stronach każdego domu na palcach możemy wyliczyć koligacje...

Resztę dnia zajęły ostatnie przygotowania do drogi, ruszono zaś nazajutrz skoro świt, a nawet w nocy jeszcze, aby jednym dniem stanąć w Chreptiowie. - Hm! Piękna godność! - Ten był żonaty pierwszy raz z Dorohostaj... Niech się to imię o uszy ludzkie odbija, ale niech nie wydaje się przeciwnikom zbyt groźne; niech lepiej śmieją się i szydzą, by zbyt silnych nie stawiali impedimentów... Jest tu długi korytarz, który się kończy ganeczkiem niedaleko wielkiego ołtarza. Bogaty ojciec biedny ojciec Stosując się do instrukcji księdza podkanclerzego, cicho z tym jeszcze siedział, ale nie upłynął dzień, by kogoś dla tej kryjącej się kandydatury nie skaptował- i stało się to, co zwykle w takich razach się dzieje: oto zacietrzewił się sam tak dalece, że ta kandydatura stała się - obok połączenia Basi z Wołodyjowskim - drugim w życiu jego celem. Teraz stało się dla nich jasnym, że wszystkie chorągwie wiedzą o nich i jadą na nich. - zakrzyknął pan Michał. Więc naprzód dziękuję Bogu, że mniejsza pieczęć w takich znajduje się rękach, które umieją na wosk ludzi ugniatać.

Kiedy trzeba, to rychło trzeba, bo tu każda godzina znaczy! Zaraz do stajen idę... Na poczekaniu nie mogła zebrać myśli i tylko niewyraźne, mgliste uczucia wichrzyły w jej sercu. - Wiecie waćpaństwo, cośmy wczoraj robili? I pan Bogusz wytrzeszczywszy oczy jął wodzić nimi po obecnych. Dzikie serce Cokolwiek pan hetman uczyni, to i ja uczynię, bo w jego szczerość dla ojczyzny jak w Ewangelię wierzę. - Jam do tego Krzysię przywiódł - powtarzał sobie z goryczą i boleścią - jam ją przywiódł, za czym nie godzi mi się i odjeżdżać bez słowa. Tu przerwał pan Muszalski i coś koło oczu palcami przebierać począł. - Przyrzecz waćpanna Ketlingowi rękę - rzekł chrapliwie - rozkochaj go, a potem podepcz, rozedrzyj mu serce i idź do klasztoru! - Panie Michale! - zawołała ze zdumieniem Basia. Dobrze! - Nikt się nie śmieje - rzekł tonem przekonania Zagłoba - nikt się nie śmieje! nikt się nie śmieje! Cieszymy się tylko, że nam Pan Bóg radość w osobie waćpanny zesłał.

- Mnie jeno pozwolenia hetmańskiego na piśmie trzeba; a jak tu raz siądziem, niechże nas potem rugują! Kto będzie rugował i czym? Radzi byście Zaporożców z Siczy wyżenąć, ale wam nijak. Wołodyjowski, miarkując z jego listu, mógł wrócić lada godzina - a wiatry mu tam w stepie resztki żalu wywiały (myślał pan Zagłoba). Lecz ona upierała się z nim jechać. Nie zapomnę nigdy, Halszko, tej chwili, kiedym cię odnalazł, jakoś mię za szyję objęła, jakoś mnie w oczy całowała! Ale cóż! Pokazało się, że mało było tego, com przywiózł. - Skoro im hetman przyrzeka... Zresztą sam wiedział o tym i rozumiał, że podkanclerzy ciągnie go w jakowąś stronę, ale umyślnie ciągnąć się pozwolił, bo mu to pochlebiało wielce. Tak rozmyślał pan Zagłoba przyrzekając sobie koło tej sprawy rugów pilnie chodzić i posłów prywatnie dla niej kaptować. - Bo przy tobie nie ulękłabym się choćby całej ordy!..

Krzysia zajęta była pilnowaniem owej roboty, gdyż tym sposobem mogła się trzymać opodal obojga państwa Makowieckich i pana Zagłoby. Dla niego nie masz nad zgodę; tylko patrzy, gdzie by kogo z kim pogodzić, a to na nic. Sokole oczy jego objęły ją całą w jednej chwili, bacząc, czy nie dojrzą gdzie krwi, potem błyskawicą padły na mchy. Często przychodziło Basi i panu Zagłobie wysiadać z karabonu, bo chociaż Wołodyjowski przetarł jako tako drogę, przejazdy jednak bywały niebezpieczne. Przecie zresztą waćpanu pierwszemu wypada je okazać; jak mnie waćpan wyznasz, to może i ja waćpanu wtedy coś powiem. Jechali tedy posłowie do Warszawy koleśno i konno, z czeladzią i pachołkami, jechali senatorowie, a przy każdym dwór wspaniały. A tamci gnali, gnali, jak szarak, który czuje psy za sobą. - W Raszkowie? Toż my Raszków znamy.


||||||||||||||||||||||