W³osy jej b³yszcza³y na zagiêciach jak z³ote
Tu nasta³o milczenie, a¿ gdy im nieco ¿alu ³zami sp³ynê³o, ozwa³ siê Kmicic: - Powiadaj waszmo¶æ, jako to by³o, miodem w naj¿a³o¶niejszych miejscach przepijaj±c. - To czemu¿ o tym nikomu nie wspomnia³, ni mnie, ni waæpanu, ani Krzysi samej? By³aby mo¿e dziewczyna nie uczyni³a ¶lubu... W izbie nast±pi³a znajomo¶æ z panem Zag³ob±, który na widok dwóch panien wpad³ w doskona³y humor i zaraz zaprosi³ do wieczerzy. wrzody Waæpani nie wiesz, ¿e ja go dopiero tydzieñ wyci±gn±³em od kamedu³ów, gdzie chcia³ ju¿ ¶luby czyniæ. Panieñskie serce odda³o siê teraz zupe³nie s³odkiemu uczuciu i bi³o jak m³otem na my¶l o pierwszym spotkaniu, a jeszcze bardziej na my¶l o tym, co bêdzie, gdy z czasem zdarzy siê jakowe¶ sam na sam? I widzia³a ju¿ smag³aw± twarz Azji u swoich kolan, i czu³a ju¿ jego poca³unki na swoich rêkach i ow± omdla³o¶æ, w czasie której g³owa panieñska pochyla siê na ukochane ramiê, a usta szepc±: - I ja kocham! Tymczasem ze wzruszenia i niepokoju ca³owa³a sama gwa³townie rêce Başine i co chwila spogl±da³a ku drzwiom, czy nie ujrzy w nich mrocznej, lecz piêknej postaci Tuhaj-bejowicza. W kilka minut przysz³a zupe³nie do siebie. Czemu mi rozpalone ¿elazo bez ¿adnej lito¶ci przyk³adasz? To¿ choæbym nie wiem jak by³ cierpliwy, przecie gdy skóra zasyczy, to i mnie bole¶æ przejmie... Bo te¿ dla tych pó³dzikich zagoñczyków, przywyk³ych do podchodów, ³owów na ludzi, przelewu krwi i rzezi, by³o to zjawisko tak nadzwyczajne, tak nowe, ¿e na jego widok poruszy³y siê ich twarde serca, a jakie¶ nowe, nieznane uczucia zbudzi³y siê w ich piersiach.
Pan Wo³odyjowski d³ugo nie móg³ siê zdobyæ na s³owo, nareszcie tak ozwa³ siê do Krzysi: - Waæpanna nie my¶l, ¿ebym ja by³ cz³ek lekki albo jakowy¶ myd³ek, bo mi i lata nie po temu. - Krzysiu! - ozwa³ siê wreszcie ³agodnym g³osem. Wezbra³o mi serce, wiêc mówiê: „Dydiuk, toæ my z jednych stron, odpu¶æmy sobie winy.” Jak to us³ysza³ - mi³y Bo¿e! - kiedy ch³opisko nie ryknie, kiedy siê nie zerwie, a¿ ³añcuchy zabrzêk³y. - A tak zostaje modlitwa! - rzek³ Zag³oba. ks. Piotr Pawlukiewicz Liczne g³osy poczê³y wo³aæ: „Tu! w tym jarze! Tu!” Mellechowicz z³o¿y³ Basiê na mchach i ozwa³ siê nadje¿d¿aj±cym: - Bywaj! Tu! bywaj! W minutê pó¼niej Wo³odyjowski skoczy³ na dno jaru, za nim pan Zag³oba, Muszalski, Nienaszyniec i kilku innych oficerów. Dalsz± rozmowê przerwa³o wej¶cie Ketlinga. Basia wyskoczy³a na ¶rodek miêdzy Mellechowicza a Nowowiejskiego. - Michale! - spyta³ stolnik, gdy przytomno¶æ g³os mu wróci³a - zali to prawda, co my s³yszym? Na to ma³y rycerz z powag± wielk±: - Bóg cud uczyni³ i to jest moja pociecha, moje kochanie, mój skarb najwiêkszy! Po tych s³owach skoczy³a znów Basia ku niemu jak sarna.
- Ba! Ale my ich nie zatrzymamy: mamy jeno dwudziestu ludzi. Z onego ganeczku królestwo mszy zwykle s³uchaj±. Waæpan tam sobie bêdzie na Tatarach u¿ywa³, a nam tu bêdzie têskno! - Pociesz¿e siê, hajduczku (wybacz waæpanna, ¿e ciê tak nazywam, ale ci to okrutnie pasuje). Basia za¶ by³a czerwona, nie wiadomo, z mrozu czy ze wzruszenia, a Nowowiejski jak struty. Dola moja winna, nikt wiêcej, bo to ju¿ widaæ palec bo¿y w tym, bym ja w sieroctwie pozosta³... alergia Ale wej¶cie Krzysi i rycerza przerwa³o zabawê. Przysz³o jej to nie³atwo, bo Ketling nie pokaza³ siê przez kilka nastêpnych dni i na noc nie wraca³. Fantazja kawalerska ci±gnê³a mnie na Sicz, ale nie tam ju¿ by³o po nas; jednak¿e w Dzikie Pola w kompanii niespokojnych duchów chodzi³em i rozkoszy zazna³em.
M±¿ mój wielki skrupulat. Bez woli bo¿ej w³os mi nie spadnie... Przyznajê, ¿e mi za w±sami têskno, ale je¶li ich, nie doczekam, to dlatego, ¿e dla ojczyzny polegnê, a w takim razie mam nadziejê, ¿e prêdzej na p³acz ni¿ na u¶miech u waæpanny zarobiê. u Ketlinga!... ksi±¿ki chrze¶cijañskie - Krzychna! moja ty kochana! - Mich... I tak my¶lê, ¿e maj±c g³owê czym innym zaprz±tniêt±, wcale ona jeszcze woli bo¿ej nie czuje; Krzysia wiêcej, ale Ba¶ka chyba jeszcze nic!... - Tak te¿ i ja czyniê - odrzek³ Mellechowicz. Krzysia podnios³a siê, ale nogi pod ni± dr¿a³y, i to p³on±c, to bledn±c zamknê³a oczy.
Przyszli dozorcy i dopiero nas rozczepili, ale kañczug wiêcej godziny ¶wista³ nad nami. - Nic, krze. - Jeden na to sposób - odrzek³ Zag³oba - wyjd¼ za rotmistrza stra¿owego. ko¶ció³ scjentologiczny Musieli¶my pod batogami studnie kopaæ i w polu pracowaæ. Pogoda by³a jesienna, cicha. Tak rozmawiaj±c przybyli na koniec do Ketlingowego dworku, który dworem siê byæ okaza³. Szlachcic te¿ to jest wysokiego rodu, co i po jego obyczajno¶ci snadnie poznaæ mo¿esz. Nigdy nie wydawa³a mu siê tak cudn± jak teraz, gdy oto oczki b³yszcza³y jej ciekawo¶ci± i o¿ywieniem, a zarumieniona, dzieciêca twarz podnosi³a siê ku niemu pe³na u¶miechów.
- Rada bym ja choæby polec przy Micha³owym boku - odpar³a Basia- ale przecie rozum mam i wiem, ¿e jak nie mo¿na, to nie mo¿na. Znajdzie siê dla czeladzi i koni pomieszczenie. - ¯e prawda, to prawda - doda³ pan Makowiecki. Zawezwawszy go wiêc na rozmowê rzek³ mu ze zmartwion± wielce twarz±: - Trudno! ka¿dy sam najlepiej rozumie, co mu czyniæ przystoi, nie bêdê ja ciê przeto namawia³, aby¶ zosta³, ale chcia³bym siê przynajmniej czego¶ o powrocie twoim dowiedzieæ... U³o¿yli¶my z ni± istotnie, ¿eby rzecz w tajemnicy zosta³a, wiêc to s³uszne, ¿e dziewka mog³a jeno dla pozoru o habicie mówiæ... Odpocznij pani na jej miejscu... Zag³oba porwa³ siê za resztki czupryny. - Dzi¶ i tak siê nie wyniesiem - rzek³a do wahaj±cej siê pani stolnikowej - a pó¼niej czy jedna doba, czy dwadzie¶cia, to ju¿ wszystko jedno! Ketling podoba³ siê jej, zarówno jak Krzysi, bo on siê wszystkim niewiastom podoba³; Basia przy tym nigdy dot±d nie widzia³a zagranicznego kawalera prócz oficerów cudzoziemskiej piechoty, ludzi mniejszej szar¿y i do¶æ prostych; wiêc obchodzi³a go wko³o, potrz±saj±c czupryn±, rozdymaj±c chrapki i przypatruj±c mu siê z dziecinn± ciekawo¶ci± tak natarczyw±, ¿e a¿ us³ysza³a cich± naganê od pani Makowieckiej.
A tam bito i bito. Pani stolnikowa wyczekiwa³a mê¿a licz±c dnie do elekcji i o nim tylko mówi³a; Basia osowia³a bardzo. Musieli¶my pod batogami studnie kopaæ i w polu pracowaæ. Robota obiecana minê³a, bo ordy cicho siedz±, jeno mniejsze kupy w ³±kach buszuj±, które te¿ dwukrotnie podeszli¶my tak fortunnie, ¿e ni ¶wiadek klêski nie osta³.” - O, to ich przygrzali! - zawo³a³a z rado¶ci± Basia. Najstarsi ludzie mówi±, ¿e przeciw sercu i hetmañski rozkaz na nic. - Pozwól, siostro!... Nastêpnie jednak spojrza³ surowo w oczy Zag³oby i spyta³: - Chyba¶ wa¶æ podchmieli³? - Z ca³ego serca ci to mówiê: o¿eñ siê! Pan Wo³odyjowski spojrza³ jeszcze surowiej. Jak on siê tu zwie? - Mellechowicz! - To sobie przybra³ przezwisko.
i czym?... Zali to ona, ¿yj±ca, nie by³a warta tej zmar³ej? Albo czy w ogólno¶ci by³a tak ma³o warta, ¿e zmar³a Anusia mog³a byæ jej rywalk±? Pan Zag³oba, gdyby do tajemnicy nale¿a³, pewnie uspokoi³by pana Micha³a, ¿e niewiasty nie maj± jedna dla drugiej zbyt wiele mi³osierdzia. - Do rady, mo¶ci panowie! Do rady, do rady, a ¿ywo! - ¯ywo, bo g³owa gore! - mrukn±³ pan Zag³oba. Przysiêg³abym, ¿e to zbóje! Aj, Bo¿e, ¿eby choæ nas zaczepili! Dawaj waæpan prêdzej krócicê! - Dobrze - odrzek³ Zag³oba - ale mi przyrzekniesz, ¿e przede mn± i póki nie powiem : „pal!”, nie strzelisz. A on patrz±c b³êdnie to na ni±, to na Zag³obê rzek³ wreszcie strasznym g³osem: - Czy kl±twa ci±¿y nade mn±?! - Miej Boga w sercu! - zakrzykn±³ Zag³oba. Pan Micha³ pocz±³ mrugaæ oczyma, jak cz³owiek, który nie dos³ysza³, co do niego mówi±, potem zmieni³ siê na twarzy, wsta³, usiad³ znowu; pot w jednej chwili okry³ mu per³ami czo³o, wiêc pocz±³ je d³oñmi obcieraæ. Wo³odyjowski, nie zwa¿aj±c na obecno¶æ oficerów i ¿o³nierzy, to przyciska³ j± do piersi, to okrywa³ poca³unkami jej rêce mówi±c: - A moje¿ ty kochanie. - Móg³bym i do Krymu samego, bom ju¿ tam bywa³.